Wielu absolwentów kierunków humanistycznych marzy o karierze literackiej. Jednak jak właściwie wygląda życie młodego pisarza? Z czym się ono wiąże oraz jak pogodzić pracę nad powieścią ze studiami? Odpowiedzieć na te pytania stara się Łukasz Barys – autor książki „Kości, które nosisz w kieszeni” i laureat Paszportu „Polityki” 2021.

Jesteś absolwentem polonistyki na Wydziale Filologicznym i kończysz studia na prawie na Uniwersytecie Łódzkim. Jednak na razie odłóżmy to na bok, bo muszę zapytać o coś, co wszyscy chcą wiedzieć. Jak to jest, kiedy pracuje się jako pisarz?

Ha, ha, ja sam tego nie wiem, bo jak by to powiedzieć… Bycie pisarzem to na razie dla mnie niezbyt dochodowe zajęcie, więc czy właściwie pracuję jako pisarz? Chyba w jakimś stopniu tak, ale musiałem i wciąż muszę robić też inne rzeczy, żeby jakoś się utrzymywać.

Za swój debiut literacki otrzymałeś Paszport „Polityki”, a to bardzo solidny argument. Masz udowodnione czarno na białym, że jesteś pisarzem.

Cóż, jeśli spojrzymy na to w ten sposób, to trudno zaprzeczyć (śmiech).


Fot. Paszporty POLITYKI / Teodor Klepczyński

Jak wyglądała praca nad Twoją pierwszą książką? Łatwo było pogodzić pisanie z przygotowaniami do obrony pracy magisterskiej na polonistyce?

Było to dość trudne, ale z racji pandemii głównie siedziałem wtedy w domu, więc miałem dużo czasu. Nie musiałem na przykład martwić się dojazdami komunikacją miejską na Wydział. Cała powieść powstała właściwie w przerwach, przed i po zajęciach. I to się sprawdziło, bo ja i tak pracuję nad tekstem dwie-trzy godziny dziennie. Ogólnie tworzenie jest dla mnie dość wyczerpujące. Gdy piszę więcej niż te trzy godziny, to przestaję się skupiać i zaczynam marnować czas albo czytać coś innego.

Czy na tym etapie pracy nad „Kośćmi…” wiedziałeś, że Twoja książka zostanie wydana? Spodziewałeś się takiej popularności, tych wszystkich wywiadów i spotkań z czytelnikami?

Nie, nie miałem wówczas podpisanej żadnej umowy. Dopiero potem wysłałem powieść do kilku wydawnictw. Jeszcze w sierpniu 2021 roku, w miesiącu, w którym książka została wydana, pracowałem na pełen etat. Na początku to nie było trudne, bo nikt się właściwie moją powieścią nie interesował. Była dość niszowa. Teraz mam znacznie więcej na głowie. Biorę udział w spotkaniach autorskich, na które jestem zapraszany przez biblioteki w różnych częściach Polski. Jeżdżę na takie wydarzenia kilka razy w miesiącu. To oznacza, że muszę czasem odpuszczać zajęcia i, szczerze mówiąc, przez to trochę zaniedbałem studia prawnicze. To rzecz dużej ilości wyjazdów, no i stres związany z tą książką, bo teraz wiele osób się nią interesuje.

Poza promocją książki pracujesz obecnie nad czymś nowym?

Tak, i muszę przyznać, że jest to coraz trudniejsze do ułożenia. Może też dlatego, że ten projekt jest bardziej wymagający. Pierwsza książka była jednak króciutka – do przeczytania w kilka godzin. A teraz jeszcze jednocześnie piszę pracę magisterką na drugim kierunku studiów.

Studia na kierunku filologia polska uczą różnych sposobów patrzenia na literaturę czy na motywy w sztuce. Nie omawialiśmy oczywiście wszystkiego, ale polonistyka dała mi fundamenty oraz motywację do dalszej samodzielnej nauki i myślę, że to widać w mojej twórczości.

Łukasz Barys

Gdybyś musiał wybrać, co uznałbyś za lepsze w pracy pisarza: samotną walkę z komputerem czy jednak promocję i wyjazdy po premierze książki?

Pisanie jest oczywiście świetne, ale moim zdaniem sama promocja to też niezwykłe doświadczenie. Po pierwsze, same wyjazdy są bardzo fajne. Można wtedy zobaczyć różne okolice Polski. Kiedy spotkanie jest organizowane w bibliotece czy w domu kultury, to przychodzą na nie zwyczajni ludzie, mieszkańcy miasta i mogę z nimi porozmawiać o książce i o ich odczuciach na jej temat. Ja sobie to naprawdę cenię – taką zwyczajną rozmowę z czytelnikami, kiedy mówią, co im się podobało albo nie podobało. To zupełnie inne uczucie, niż kiedy słyszysz opinie od krytyków czy blogerów. Co warto wiedzieć, warunki związane z promocją są wpisane w umowę z wydawnictwem, więc takie wyjazdy to nie jest coś dodatkowego, tylko integralna część pracy pisarza. Chociaż jakbym miał wybierać, to jednak wolę samo pisanie, mimo że zaproszenie na każde spotkanie autorskie bardzo mnie cieszy.

Jak reagujesz na recenzje Twojej książki i krytykę ze strony czytelników?

Właściwie najważniejsze są dla mnie te osobiste spotkania i padające podczas nich uwagi. Bo wtedy widzę, jak książka naprawdę „żyje”. Ktoś ją komuś podarował, dla kogoś stała się ważna albo ma wobec niej jakieś zarzuty. Opinie w internecie też czasem czytam, ale do nich się jakoś bardzo nie przywiązuję. Zwłaszcza mam tu na myśli blogerów. Niektórzy będą chwalić, a inni krytykować czy wręcz hejtować. Ja to rozumiem i staram się ich recenzji albo nie czytać, albo nie przywiązywać do nich wielkiej wagi. Najważniejsze jest dla mnie zdanie zwyczajnych czytelników lub krytyków, zwłaszcza tych, których zdanie cenię.


Fot. Paszporty POLITYKI / Teodor Klepczyński

Mógłbyś powiedzieć coś więcej o swoich studiach na Wydziale Filologicznym? Jaką specjalizację na polonistyce wybrałeś?

Na licencjacie komunikowanie publiczne, a na studiach magisterskich komunikację internetową. W sumie obie specjalizacje były dość bliskie dziennikarstwu. W mojej opinii to najbardziej przyszłościowa albo jedna z najbardziej przyszłościowych specjalizacji na filologii polskiej. Dużo wiedzy o mediach, mechanizmach, które nimi rządzą, ale też zajęcia dotyczące języka czy samego nawet pisania.

Czy to, czego uczyłeś się Filologu, teraz przydaje Ci się, kiedy piszesz książki?

Zdecydowanie, między innymi podejmuję w swojej twórczości tematy, które zainteresowały mnie w trakcie studiów, na przykład dotyczące relacji mediów i społeczeństwa. Przydaje mi się też taka ogólna wiedza teoretyczna: o nurtach literackich, humanistycznych czy filozoficznych. Te studia uczą różnych sposobów patrzenia na literaturę czy na motywy w sztuce. Nie omawialiśmy oczywiście wszystkiego, ale polonistyka dała mi fundamenty oraz motywację do dalszej samodzielnej nauki i myślę, że to widać w mojej twórczości.

To nie jest tak, że „nie da się żyć”, będąc humanistą. Po filologii polskiej są najróżniejsze perspektywy. Można być na przykład glottodydaktykiem. Nawet patrząc na obecną sytuację, poloniści, jako tacy tłumacze z języka na inny język czy pośrednicy między różnymi kulturami, są nam dzisiaj bardzo potrzebni.

Łukasz Barys

Ewidentnie Twoja opinia o filologii polskiej nie wpisuje się w stereotypowe postrzeganie tego kierunku i perspektyw po jego ukończeniu.

Mam wrażenie, że to nie wina polonistyki, tylko trochę zamkniętych głów Polaków, że kojarzą te studia tylko z takim zawodami, jak nauczyciel czy korektor. Chociaż myślę, że częściej tak patrzy się na to w mniejszych miastach, a nie na przykład w Łodzi. Tu jest inaczej. Z drugiej strony muszę przyznać, że w sumie też bym chciał przez jakiś czas pracować jako nauczyciel. Teraz udzielam sporo korepetycji, przygotowuję uczniów do różnych egzaminów i to mi się podoba. Może kiedyś sam zostanę nauczycielem, więc ostatecznie nie ma chyba niczego złego w stereotypowym postrzeganiu moich studiów.

Jak wspominasz czas spędzony na Wydziale Filologicznym?

Najlepsze wspomnienia to po prostu te zajęcia, na które chciało się chodzić, na które czekałem od rana i na które nie wyobrażałem się spóźnić. Mam tutaj w głowie zwłaszcza wykłady oraz konwersatoria dotyczące literaturoznawstwa, ale także ćwiczenia, na których omawialiśmy przeczytane lektury. Miałem poza tym świetną, zaangażowaną w zajęcia grupę i super nam się rozmawiało. Chociaż jak przypominam sobie pierwsze lata studiów, to te dyskusje były trochę nieporadne (śmiech). Dobrze wspominam też przesiadywanie w bibliotece, zarówno tej wydziałowej, jak i uniwersyteckiej. Były też wartościowe rozmowy z wykładowcami i seminaria. Naprawdę te lata mi się podobały, może z wyjątkiem pierwszego roku. On był takim wdrożeniem i zajęcia wprowadzające mało miały wspólnego z filologią. Potem było już tylko lepiej.

Masz jakieś rady dla przyszłych polonistów? Zwłaszcza w perspektywie trudów związanych z pierwszym rokiem na uniwersytecie.

Na pewno chciałbym przekazać im, żeby od początku angażowali się w jakieś koła naukowe. Nie trzeba być do tego jakimś znawcą tematu. Wszystkiego można się nauczyć. Nie należy bać się działania z własnej inicjatywy, czego ja się zawsze trochę obawiałem czy wstydziłem. Warto czytać lektury i przygotowywać się na zajęcia, bo te studia są naprawdę bez sensu, jeśli się tego nie robi. Chodzi o to, żeby się zaangażować, a nie przychodzić na Wydział tylko dla jakiegoś papierka. W ogóle myślę, że należy się wyzbyć negatywnego podejścia do humanistyki. Ja sam czułem strach przed tym, co czeka mnie po studiach. Ale to nie jest tak, że „nie da się żyć”, będąc humanistą. Po filologii polskiej są najróżniejsze perspektywy. Można być na przykład glottodydaktykiem. Nawet patrząc na obecną sytuację, poloniści, jako tacy tłumacze z języka na inny język czy pośrednicy między różnymi kulturami, są nam dzisiaj bardzo potrzebni.

💬Rozmowę przeprowadzono w marcu 2022 roku.

👉 Chciałbyś/chciałabyś zostać pisarzem? Zapoznaj się z zasadami rekrutacji na poniższe kierunki:

dziennikarstwo, media i projektowanie komunikacji filologia polska twórcze pisanie