Czego uczy praca w korporacji? Jak znajomość kilku języków obcych przekłada się na zarobki? Co daje wyjazd na studia w innym kraju w ramach programu Erasmus+? Paulina Kałczak, absolwentka germanistyki na Wydziale Filologicznym UŁ, przybliża kulisy pracy w międzynarodowych firmach i opowiada o perspektywach zawodowych osób z wykształceniem filologicznym.

Ukończyłaś germanistykę z językiem angielskim. Co skłoniło Cię do wyboru takiego kierunku studiów?

W liceum byłam w klasie o profilu humanistyczno-dziennikarskim i z tego powodu uczyłam się angielskiego na poziomie rozszerzonym. Posługiwałam się w mniejszym stopniu również niemieckim i uznałam, że może warto byłoby ten język doszlifować. Tym, co tak naprawdę podyktowało mój wybór, był pewnie fakt, że lubiłam języki obce, a przedmioty humanistyczne nie sprawiały mi większych problemów. Startowałam w sumie w rekrutacji na dwa kierunki filologiczne, na filologię hiszpańską z angielskim i właśnie na filologię germańską z angielskim. Dostałam się na oba kierunki, ale ostatecznie zdecydowałam się na germanistykę, głównie ze względu na fakt, że ten język był mi już wcześniej znany.

Jak wspominasz pierwsze miesiące na studiach?

Na samym początku przedmioty częściowo realizowaliśmy po polsku, z czasem stopniowo przechodząc do nauki wyłącznie w języku niemieckim. To był też taki bardzo dobry trening językowy i w pewnym momencie czułam się jak… w szkole, gdyż nauki z dnia na dzień mieliśmy całkiem sporo. Było to duże wyzwanie i jeśli mam być szczera, myślę, że właśnie w trakcie licencjatu mój poziom języka naprawdę się polepszył. Po jednym semestrze studiów umiałam znacznie więcej niż po sześciu latach nauki w szkole, moja świadomość językowa wzrastała w dużym tempie.

Które zajęcia najbardziej utkwiły Ci w pamięci?

Ze studiów licencjackich zapamiętałam przedmioty realizowane na specjalizacji nauczycielskiej, a najbardziej w pamięci utkwiły mi same praktyki w szkole, bo dzięki nim można się było wczuć w rolę nauczyciela, co było dla mnie czymś nowym. Ostatecznie jednak nie zdecydowałam się pracować w tym zawodzie. Natomiast jeśli chodzi o studia II stopnia, to wydaje mi się, że najmilej wspominam przedmioty ze specjalizacji lingwistyka dla biznesu, przygotowujące nas do komunikacji biznesowej. Dużą część studiów germanistycznych stanowiła praktyczna nauka języka niemieckiego, gramatyka, wypracowania, ćwiczenie umiejętności słuchania i mówienia. Było co robić! Najmniej z kolei przepadałam za niemiecką literaturą.

Jeszcze w trakcie studiów rozpoczęłaś swoją karierę zawodową. Opowiedz, jak wyglądały Twoje początki w pracy, w której wykorzystywałaś znajomość języków obcych.

Po trzecim roku studiów zdecydowałam się wziąć udział w rekrutacji do programu „Młodzi w Łodzi”. Nabory były prowadzone cyklicznie, w semestrze zimowym i letnim, a ja aplikowałam właśnie latem. Nie wiedziałam w ogóle, czy mam jakieś szanse, bo konkurencja była spora, ale ostatecznie dostałam się na staż do firmy ACS, później znanej jako Xerox (obecnie Conduent). To była moja pierwsza przygoda z korporacją. Jako stażystka miałam styczność z językiem angielskim oraz niemieckim i pracowałam w dziale zobowiązań, pomagając osobom zatrudnionym na pełen etat. Zespół był dość duży, a pracownicy posługiwali się różnymi językami obcymi. Sam staż trwał niecałe trzy miesiące, ale wspominam go bardzo miło, o czym może świadczyć fakt, że później powróciłam do tej firmy już jako pracownik etatowy. Z tego powodu myślę, że warto korzystać z programów stażowych, by przekonać się, jak wygląda praca w danej firmie, i później ewentualnie podjąć decyzję o zatrudnieniu w większym wymiarze.

Nie była to jednak Twoja jedyna praca w korporacji.

Później zdecydowałam się na karierę w firmie Infosys, która miała swoją siedzibę niedaleko Wydziału Filologicznego, co stanowiło dodatkowy atut. Była to praca również z językiem niemieckim i angielskim, a ja odpowiadałam za wprowadzanie danych do systemu. Pamiętam też, że to właśnie w tej firmie odbyłam swoją pierwszą podróż służbową – do niemieckiego Solingen – połączoną później ze szkoleniem nowych osób zaczynających pracę w naszym dziale. Było to całkiem ciekawe doświadczenie. Następnie, jak już wspominałam wcześniej, powróciłam do Xeroxa, a potem przez blisko rok pracowałam w firmie Whirlpool, w której byłam zatrudniona  w dziale należności. Moim zadaniem było ściąganie płatności od klientów obcojęzycznych.

Czego nauczyła Cię ta praca?

Myślę, że przede wszystkim otwartości na inne kultury.  W firmie Whirlpool miałam pod swoją opieką klientów z Austrii i Szwajcarii. Czasem ze względu na różne dialekty pojawiały się pewne trudności komunikacyjne, ale zazwyczaj udawało się rozwiązywać te problemy. Pamiętam jednak, że nie zawsze byłam w stanie pomóc. Pewnego dnia jeden z klientów zadzwonił do mnie i pytał o poradę, jak naprawić… uszkodzoną pralkę. Okazało się, że na stronie internetowej nasz numer został błędnie umieszczony przy dziale pomocy technicznej. Sprawę na szczęście udało się odkręcić i przekierowałam rozmówcę do właściwego personelu, ale muszę przyznać, że było później trochę żartów z tej historii.

Czym zajmujesz się dzisiaj?

Obecnie pracuję w firmie Fujitsu w dziale zamówień, a moim zadaniem jest pomoc klientom przy rozwiązaniu problemów związanych ze składanymi reklamacjami towarów.

W trakcie licencjatu mój poziom języka naprawdę się polepszył. Po jednym semestrze studiów umiałam znacznie więcej niż po sześciu latach nauki w szkole, moja świadomość językowa wzrastała w dużym tempie.

Paulina Kałczak

Na ile studia przygotowały Cię do pracy, do tego, co robisz teraz zawodowo?

Na pewno przygotowały mnie do wystąpień publicznych, które zdarzają się w pracy i poza nią (niedawno zaliczyłam debiut telewizyjny w „Kole fortuny”). Dały też solidne podstawy językowe, bo właśnie z językami obcymi związana była każda moje dotychczasowe stanowisko. Angielski jest popularny w wielu firmach, ale to właśnie niemiecki ma dla mnie kluczowe znaczenie i dlatego starałam się zawsze szukać pracy, w której będę mogła go wykorzystywać na co dzień. W Fujitsu od początku mam duży kontakt z językiem niemieckim, pracuję z osobami z Niemiec. Dostrzegam pewne uwarunkowania kulturowe, o których mówiło się na studiach, wiele razy przekonałam się np. o tej typowej niemieckiej precyzji.

Czy w przypadku pracy dla międzynarodowych przedsiębiorstw znajomość więcej niż jednego języka obcego ma przełożenie na zarobki?

Rzeczywiście jest to czynnik wpływający na wysokość pensji. Z reguły język angielski traktuje się jako język bazowy, obowiązujący przy komunikacji w danej firmie. Inny język obcy zawsze jest atutem i faktycznie za taki język wiodący, czyli w moim przypadku niemiecki, wypłacany jest dodatek. Taka zasada obowiązuje w większości korporacji, chociaż nie zawsze ten bonus jest bezpośrednio ujęty w umowie.

Ile prawdy jest w tym, że do pracy w korporacji oprócz posługiwania się językami obcymi potrzebna jest również znajomość jeszcze jednego języka, tzw. korporacyjnego slangu?

Niektórzy śmieją się, że korporacja rządzi się swoimi prawami, i w sumie mają rację. Dotyczy to również żargonu korporacyjnego. Myślę jednak, że jeśli ktoś zaczyna swoją pracę w korpo, to naprawdę bardzo szybko się do tego przyzwyczai. Dominują zwroty zaciągnięte z języka angielskiego, chyba wszyscy słyszeli o deadline’ach, ASAP-ach czy kejpiajach. Każde korpo może mieć zresztą swoje własne słówka, u nas w pracy znalazłoby się pewnie też kilka popularnych zwrotów z języka niemieckiego. Myślę, że gdyby ktoś zupełnie z zewnątrz przysłuchał się rozmowie dwóch osób pracujących w tym samym dziale, mógłby mieć problem, żeby to zrozumieć. Dla osób mających styczność z tym słownictwem na co dzień jest to jednak w pełni jasne i czasem nawet trudno zastąpić takie słowo polskim odpowiednikiem.

W Fujitsu od początku mam duży kontakt z językiem niemieckim, pracuję z osobami z Niemiec. Dostrzegam pewne uwarunkowania kulturowe, o których mówiło się na studiach, wiele razy przekonałam się np. o tej typowej niemieckiej precyzji.

Paulina Kałczak

Studenci filologii obcych mają czasem trochę wątpliwości, czy tak naprawdę nadają się do pracy w korporacji. Z jednej strony znają języki obce, z drugiej te rzeczy, którymi mają się na co dzień zajmować, odbiegają trochę od obszaru, w którym się kształcili. Czy faktycznie jest to jakaś trudność, żeby dostosować się do wymagań stawianych przez zagraniczne firmy?

Myślę, że na pewno nie! W korporacji fajne jest to, że nawet nie potrzeba jakiegoś wielkiego  doświadczenia. Najbardziej liczy się właśnie znajomość języka. Oczywiście, jeśli ktoś już kiedyś pracował w podobnej branży, jest to zawsze na plus. Ale nowe osoby, nowy narybek też się tutaj bez problemu odnajdą. Pracujemy na oprogramowaniu, które tak naprawdę jest uniwersalne w większości korporacji, więc często działa się w tym samym programie, a sam początek pracy poprzedzony jest odpowiednim szkoleniem. Wszystkiego można się nauczyć i mam tutaj na myśli nie tylko obsługę programów, lecz także zdobycie umiejętności miękkich, np. jak postępować przy kontaktach z klientem, jak reagować w sytuacjach stresowych. Jeśli ktoś faktycznie ukończył filologię obcą i chciałby spróbować swoich sił w korporacji, to nie powinien mieć żadnych obaw i zachęcam go do tego, by podjął taką próbę. Wiele oczywiście zależy też od tego, czy ktoś się widzi w takiej roli, bo są na przykład osoby, które nie potrafią sobie wyobrazić, by w pracy siedzieć przez osiem godzin za biurkiem.

Odrobinę zmieńmy temat naszej rozmowy. Jesteś jedną z tych osób, które skorzystały z możliwości studiowania na uczelni zagranicznej w ramach programu Erasmus+. Opowiedz, do jakiego kraju wyjechałaś i co dało Ci takie doświadczenie.

W momencie wyjazdu byłam na trzecim roku, czyli kończyłam studia licencjackie. I właśnie na przekór większości osób zamiast do Niemiec wybraliśmy się z kolegą do Sheffield. Uznaliśmy, że do kraju naszych zachodnich sąsiadów możemy w każdej chwili pojechać, natomiast studiowanie germanistyki w Wielkiej Brytanii może być znacznie ciekawszym doświadczeniem. Jeśli patrzeć na ten pobyt pod kątem językowym, to angielski był wiodącym językiem, ale niemiecki również mogłam rozwijać, więc postrzegam to na plus. Wybraliśmy się na Erasmusa w semestrze zimowym. Na pewno rzucało się w oczy, że rozkład przedmiotów realizowanych na filologii był inny niż w Polsce. Pojawiły się na przykład zajęcia z filmu niemieckiego. Myślę jednak, że największym wyzwaniem były tłumaczenia z niemieckiego na angielski, co dla nas jako obcokrajowców stanowiło podwójną trudność, bo ani jeden język, ani drugi nie był naszym ojczystym. Sam wyjazd postrzegam jako naprawdę bardzo fajną przygodę, poznaliśmy dużo interesujących osób. Udało nam się też zwiedzić sporo miejsc, byliśmy w Manchesterze, Liverpoolu, Newcastle czy Dublinie. Samo Sheffield było typowo studenckim miastem, z nowoczesnym kampusem. Pod względem atmosfery można je porównać z Łodzią.

Twój wyjazd nie ograniczył się jednak tylko do studiowania.

Udało nam się również odbyć praktyki w angielskiej szkole w Sheffield i to też wyglądało zupełnie inaczej niż w Polsce. Dzieci, które uczyliśmy, były bardzo zaciekawione, pytały, kim jesteśmy, dopytywały o słówka w naszymi języku, chociaż kompletnie nie znały polskiego. Uczniowie traktowali nas trochę jak takie egzotyczne obiekty (śmiech). Polecam wszystkim tę możliwość, bo Erasmus to niezapomniana przygoda i nie ma się co bać, że człowiek nie poradzi sobie za granicą. Dzięki takiemu pobytowi można poznać inne kultury i zupełnie inne podejście do studentów, bo przecież każdy kraj czy uczelnia ma jakieś swoje własne zasady i styl prowadzenia zajęć.

Co byś powiedziała osobom, które teraz zdają maturę i wkrótce będą wybierać się na studia? Dlaczego warto studiować filologię obcą i co robić podczas studiów, żeby odnieść później jakiś sukces w sferze zawodowej, być zadowolonym z tego, gdzie się pracuje i co robi się na co dzień?

Jeśli chodzi o maturzystów, to na pewno to jest taki wiek, że dobrze by było już mieć ukierunkowaną drogę, jakiś pomysł na siebie. Jednakże z własnego doświadczenia wiem, że to może się z czasem zmienić. Sama gdy decydowałam się na germanistykę, nie widziałam siebie w pracy w korporacji, ale zmieniłam zdanie po odbytym stażu i ta moja przygoda z firmami zagranicznymi trwa do dzisiaj. Myślę, że ważne jest to, by wybrać coś, co się lubi. Jeśli ktoś faktycznie ma zdolności lingwistyczne i z łatwością uczy się języków, to studia filologiczne raczej mu się spodobają. Przy czym trzeba mieć świadomość, że są przedmioty interesujące i takie, które wydają się nam nie do końca przydatne. Plan zajęć jest sformułowany w taki sposób, by wszystko tworzyło jedną całość, pojawiają się więc zarówno elementy literatury, jak i kultury danego kraju.

A jakie masz wskazówki dla obecnych studentów filologii obcych?

Osoby już studiujące powinny z kolei zastanowić się dobrze nad wyborem specjalizacji, bo jest ich kilka i trzeba pomyśleć, co nam najbardziej odpowiada. Dla jednych będzie to praca w szkole i specjalność nauczycielska, inni zdecydują się na przykład na tłumaczenia. Ja akurat wybrałam lingwistykę dla biznesu, która funkcjonowała wtedy jeszcze jako specjalizacja, a dziś jest już osobnym kierunkiem. Fajnie to się połączyło z moją dzisiejszą pracą. Należy też jednak pamiętać, że nawet początkowo inna droga zawodowa nie wyklucza późniejszego zatrudnienia w korporacji. Znam osoby, którym pandemia pokrzyżowała nieco plany zawodowe i musiały się przebranżowić. Zdecydowały się właśnie na karierę w korporacji, bo dawała ona nowe możliwości i pozwalała też na pracę całkowicie zdalną. Z drugiej strony, taka przygoda w korporacji nie wyklucza później jakiejś innej drogi zawodowej, czy w tłumaczeniach, czy w jakimś innym sektorze. Najważniejsze, by robić to, co sprawia nam przyjemność i w czym się odnajdujemy.

💬Rozmowę przeprowadzono w marcu 2022 roku.